środa, 3 sierpnia 2016

Epilog

Pisk. Cisza. Pisk. Cisza.
Powoli wracała do niej świadomość.
Próbowała poruszyć ręką ale gwałtowny, silny ból wypełnił całe jej ciało. Od razu porzuciła zaplanowaną czynność.
Chwilę walczyła, żeby choć na chwilę podnieść powieki. Jednak to także nie przyniosło skutku.
Wyczuła czyjąś obecność koło swojego bezwładnego ciała.
-Tom. Powinieneś iść do domu. Wziąć prysznic i w końcu porządnie się wyspać. Ja z nią teraz posiedzę.
-Zamknij się już! Będę tu siedział tak długo, jak tylko mi się podoba.
-Uspokój się człowieku. Ja tak samo się o nią martwię jak ty, do cholery!
-To twoja wina. Ty ją puściłeś samą do tego cholernego sklepu!
Trzask. I ponowna cisza. Tak bardzo chciała dać znak, że wszystko słyszy. Że będzie walczyła. Że wszystko będzie jak dawniej. Że wszystko się ułoży.


-Andreas? - wychrypiała cicho. Blondyn siedzący przy łóżku w momencie zerwał się z krzesełka i podbiegł do siostry.
-Annika?! Ty żyjesz! Boże! Lekarza! Idę po lekarza! Nie ruszaj się! Zostań tu! - wyrzucał z siebie gorączkowo żeby pod koniec wybiec jak oparzony z sali. Zmarszczyła brwi. Rozglądnęła się po sali.
Ile czasu byłam nieprzytomna? Co się właściwie stało? Dlaczego tutaj jestem?
Po chwili w jej sali zaroiło się od lekarzy.
-Witamy z powrotem wśród żywych, panno Hilde. - uśmiechnął się życzliwie jeden z nich. Popatrzyła na niego niezrozumiale. - Miała pani wypadek. Pijany kierowca stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w panią. Śpiączka farmakologiczna była konieczna. Przeszła pani kilka operacji ratujących życie... - wtedy dostrzegła zaszklone oczy Andreasa. Reszta słów doktora już do niej nie docierała. Uśmiechnęła się ciepło do ukochanego, który spuścił głowę w dół. -...Niestety dziecka nie udało nam się uratować.
-Co? - wydukała i gwałtownie odwróciła się w stronę lekarza. Jej kręgosłup przeszył ostry ból. Skrzywiła się.
-Przykro mi. - powiedział ze słyszalnym smutkiem w głosie. Poczuła łzy, które płynęły w dół jej policzków. Nieświadomie płakała.
-Stjerni... - wychrypiała łamiącym się głosem. W momencie rudowłosy znalazł się koło niej. Schowała się w jego silnych ramionach. Czuła jego kojący dotyk na plecach i niespokojny, urywany oddech. Wiedziała, że płakał.
-Poradzimy sobie. - wyszeptał wprost do jej ucha, czule gładząc po włosach. Delikatnie kiwnęła głową mocniej wtulając się w niego. Potrzebowała teraz jego bliskości, jego ciepła, jego silnych ramion oplatających jej ciało, jego głosu a nawet jego oddechu.


-Zrobiłeś remont. Kiedy? - zapytała zaskoczona wchodząc do jego domu na obrzeżach Trondheim. Rozglądnęła się z uśmiechem dookoła.
-Wynająłem ekipę remontową kiedy byłaś w szpitalu. Odwalili naprawdę dobrą robotę. - odpowiedział z szerokim uśmiechem kładąc jej torby na podłodze w przedpokoju. Objął ją czule i cmoknął w szyję. Zaśmiała się cicho i oparła swoją głowę o jego.
-I uważaj bo uwierzę, że plany remontu też robiłeś sam. - powiedziała podnosząc jedną brew do góry.
-Tak prawdę mówiąc... Razem z Tomem zabraliśmy wszystkie twoje rzeczy z pokoju w domu waszych rodziców... Znalazłem jakieś stare projekty i na nich się wzorowałem. Dekoratorka je tylko nieco odświeżyła. - uśmiechnął się niepewnie. Spojrzała na niego zaskoczona, ale na jej ustach po chwili wykwitł wesoły uśmiech.
-Jesteś niemożliwy, naprawdę. - zaśmiała się lekko i spokojnie ruszyła podziwiać wnętrze reszty domu.
Odetchnął głęboko uśmiechając się wesoło do siebie i powoli ruszył za nią...




Nie było mnie tutaj..
Aż wstyd się przyznać ile.
Za to wszystko, przepraszam!

Moje kochane, to już koniec.
Postanowiłam zakończyć to kompozycją otwartą.
Każda z Was może sobie dopowiedzieć resztę według waszego spojrzenia na całą tą historię.

Już wielokrotnie wspominałam, że całkowicie zmieniłam swoją koncepcję.
Ich losy miały się potoczyć całkowicie inaczej.
Ale wtedy wzięłybyście mnie za psychopatkę T.T

Ponieważ to już koniec tego trzynastorozdziałowego fanfiction chciałam wam z całego serduszka podziękować za komentarze, za plusiki na Google, za waszą obecność tutaj, która przecież przez tyle czasu mnie motywowała do napisania choć kilku słów na temat Anniki i Stjernena.

Ostatnia prośba na tym blogu do osób które czytały, ale nie komentowały:
napiszcie, choć jeden krótki komentarz tutaj.
chciałabym zobaczyć ilu was tutaj było przez tyyyle czasu :)

Do zobaczenia na pozostałych moich opowiadaniach :*

czwartek, 30 czerwca 2016

femtende

Usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami. Zaskoczona wystawiłam głowę z kuchni i zlustrowałam wzrokiem dyszącego i spoconego Stjernena. Zmarszczyłam brwi nie do końca wiedząc co się stało i co właściwie robi w moim i Toma domu.
-Cześć skarbie. - powitał mnie pocałunkiem w czoło. Uśmiechnęłam się. Uwielbiałam jak robił. - Gdzie jest Tom? - zapytał. Podniosłam zaskoczona brwi do góry.
-Pewnie w swoim pokoju. A co się... - nie zdążyłam dokończyć pytania a rudowłosy pobiegł schodami na górę. Coś się stało? Patrzyłam chwilę za nim. Westchnęłam ciężko i ściągając kapcie po drodze stanęłam pod drzwiami pokoju brata. Wiem, że nie powinnam. Przyłożyłam ucho do drewna starając się wyłapać jak najwięcej z ich rozmowy.
-Otwieraj tą cholerną kopertę! Na co czekasz?! - dotarł do mnie nieco podniesiony i zdenerwowany głos środkowego z braci Hilde. Przygryzłam wargę coraz bardziej bojąc się o co może chodzić.
-Otwórz ty. Za bardzo mi się trzęsą ręce. - usłyszałam zdenerwowany głos swojego ukochanego. Czy on jest na coś chory?! Przyłożyłam dłoń do ust.
-Ja pierdolę, Stjernen...
-Powiedz, że nie!
-Nie mogę, stary. Przepraszam. - chwila ciszy a później do moich uszu dobiegł cichy szloch Andreasa. Przerażona przełknęłam ślinę.
-Co ja mam teraz zrobić? - mogę się założyć, że to pytanie z trudem przeszło przez gardło Andreasa.
-Zapłać Elisabeth za milczenie. Annika nie może się dowiedzieć. Wiemy o tym i ja i ty. - dotarł do mnie stanowczy głos brata. Chwilę analizowałam jego słowa i po chwili mnie oświeciło. Stjernen zrobił badania na zgodność DNA. To on jest ojcem tej małej istotki. Ja się mam o tym nie dowiedzieć. Żyć w nieświadomości. Zabrać dziecku ojca. Nie mogę.

-Annika. Zjedz chociaż trochę. - z zadumy wyrwał ją głos Melanie. Spojrzała na nią pustym wzrokiem i pokręciła przecząco głową. Oparła policzek o dłoń i pustym wzrokiem wpatrywała się w stół.
-Czekaj chwilę! - usłyszała krzyk Geigera. Po kilku sekundach poczuła jak ktoś mocno ją przytula. Spojrzała skrzywiona na intruza.
-Tom? - wychrypiała cicho patrząc na czerwonego i zapłakanego brata.
-Annika. Boże. Nic ci nie jest. Całe szczęście. - spojrzał na nią z wyraźną ulgą. Poprawił jej zmierzwione i poplątane włosy. Pocałował w czoło powodując grymas bólu na jej twarzy. Nie zwrócił na niego uwagi. Jego radość z odnalezienia siostry była zbyt duża.
-Po co tu przyjechałeś? - zapytała cicho patrząc na swoje splecione ze sobą dłonie.
-Jeszcze pytasz? Siostra. Już raz cię straciłem. Nie mogłem pozwolić żebyś zniknęła po raz kolejny. Wszyscy cię szukaliśmy. Najbardziej Andreas. Annika. On cię kocha, do cholery. Co ty robisz?
-Jak mnie tu znalazłeś? Mam wyłączony telefon. - wychrypiała.
-Karl się w końcu wygadał. Widział co się z nami wszystkimi dzieje. Widział co się dzieje z tobą. Zapewne masz dość dużą niedowagę i anemię. Powiedział, że zemdlałaś już kilka razy.
-Stjernen wie?
-Właśnie leci tu z Trondheim. Alex przez to wszystko odsunął go z kadry. Ja miałem bliżej z Austrii. - spojrzała na niego z bólem w oczach. Dopiero wtedy zrozumiał, że nie powinien jej tego mówić.
-Widzisz? Wszystko jest przeze mnie. Rozpieprzam idealny związek Andreasa. Teraz przeze mnie wylatuje z kadry. Ty urywasz się z zawodów.
-Nie z zawodów tylko zgrupowania. Alex doskonale wie, że i tak jesteś ważniejsza niż jakieś tam zgrupowanie. - westchnął ciężko tuląc ją mocno do siebie.
-Lepiej by wam było beze mnie. - wyszeptała a po jej policzkach potoczyła się samotna łza.
-Niekoniecznie. Chyba nie chcesz, żeby Andreas został samotnym ojcem? - zapytał cicho Tom gładząc jej plecy. Spojrzała na niego pytająco.
-Elisabeth nie chce tego dziecka. Poznała kogoś. Chciała usunąć ciążę. W końcu jednak Andreas zdecydował, że weźmie dziecko i je wychowa. - wytłumaczył spokojnie.

Siedziałem w samolocie. Oddychałem tak szybko, jak po przebiegnięciu kilkunastu kilometrów na treningu. Cud, że moje serce wytrzymuje takie tempo pompowania krwi. Kiedy tylko dostałem wiadomość od Toma, od razu zabukowałem bilet na najbliższy lot do Monachium. Wierzyłem, że w końcu moje życie musi się ułożyć. Już teraz nie pozwolę odejść mojej Annice. Nie tym razem. Nie poddam się w walce o nią.
Wychodząc z pokładu od razu włączyłem telefon. Zdziwiłem się widząc jedną nową wiadomość od Elisabeth. Czego ona ode mnie chce? Odblokowałem ekran i wyświetliłem informację otrzymaną od blondynki.
~Poroniłam. Nie ma już żadnego dziecka. Nie odzywaj się więcej do mnie. ~ otworzyłem szeroko usta ze zdziwienia. To niemożliwe. Na ostatnich badaniach wszystko było w porządku.sam poszedłem z nią na USG. Z pewnością zrobiła to specjalnie. Przeczesałem dłonią włosy. Odebrałem skromny bagaż i wybiegłem przed budynek lotniska, gdzie już czekał na mnie Tom.

-Annika! - usłyszała głos pełen ulgi. Głos, który od razu ścisnął jej serce i żołądek. Odwróciła się w stronę rudowłosego a na jej twarzy pojawił się blady uśmiech. Karl, siedzący z laptopem na kolanach spojrzał na nich. Uśmiechnął się i bez szmeru wyszedł z salonu zostawiając ich samych.
-Andreas... - wyszeptała zduszonym głosem i wstała z kanapy. Norweg od razu przytulił ją mocno do siebie. Szczelnie oplótł ją ramionami, głęboko oddychając jej zapachem.
-Annika. Kochanie. Skarbie mój największy. - wyszeptał ze łzami ulgi w oczach. - Elisabeth poroniła. Napisała mi to kiedy leciałem do ciebie. - powiedział po chwili milczenia. Spojrzała na niego niepewnie i westchnęła smutno.
-Biedne dziecko. - wyszeptała cicho opierając głowę o jego ramię. Odetchnęła głęboko.
-Chciałem dobrze. Chciałem się zająć tym maleństwem. Nie wiem czy zrobiła to specjalnie, czy były jakieś komplikacje. - westchnął ciężko. Spojrzała na niego i pogłaskała delikatnie jego policzek pokryty kilkudniowym zarostem.
-Wiem. Tom mi powiedział. - powiedziała ciepłym głosem a w jej oczach w końcu zaczęły się pojawiać iskierki szczęścia. - Źle zrobiłam uciekając. Chciałam, żeby to dziecko miało pełną rodzinę. W końcu Karl mi uświadomił, że nigdy nie będzie jej mieć. Że ty nigdy nie wrócisz do Elisabeth. Że nigdy nie stworzycie prawdziwej rodziny. Moglibyście tylko żyć ze sobą, nie dając temu maleństwu nawet odrobiny ciepła wiedząc, że to przez niego się razem męczycie. Jaka byłam głupia. - westchnęła ciężko, kręcąc z niedowierzaniem głową.
-Słońce, spokojnie. Ja to wszystko rozumiem. - uśmiechnął się czule i pocałował ją, przelewając w ten gest wszystkie uczucia, którymi darzy drobną blondynkę schowaną w jego ramionach.

-Jutro mamy lot do Norwegii. Na dzisiaj już nie było trzech wolnych miejsc. - powiedział wesoło Tom wpadając do salonu Karla bez żadnego uprzedzenia. Odskoczyli od siebie a Hilde spojrzał na nich zrezygnowany. - Już się przyzwyczaiłem do takich widoków. Nie musicie od siebie odskakiwać jak oparzeni, ludzie! - jęknął kręcąc lekko głową.




wybaczcie!
tydzień wakacji minął mi na walczeniu z WiFi. Nie miałam kiedy dodać rozdziałów bo internet w hotelu szwankował po całej linii :|

to wyżej to jakaś porażka.
przepraszam, naprawdę przepraszam.
ale pocieszę was - jesteśmy już coraz bliżej końca tej popapranej historii.

oczywiście zapraszam również na:
Love will come unseen...
I Hate Everything About You
Big Girls Don't Cry

czwartek, 16 czerwca 2016

fjortende

Dwa tygodnie minęły jak z bicza trzasnął. Ciągłe wyjazdy i powroty na dwa/trzy dni naprawdę potrafią wykończyć człowieka.
Andreas zaraz po zakończeniu konkursów na Granåsen postanowił się spotkać z Elisabeth i oficjalnie zakończyć ich związek.
Wielkimi krokami zaczęły się zbliżać konkursy w Japonii na które miało jechać zaplecze kadry narodowej Norwegii. Nie uśmiechało mi się lecieć taki kawał drogi. Krótkie przeloty nie robiły na mnie wrażenia, ale siedzenie kilkanaście godzin w samolocie nie napawało mnie zbyt dużym optymizmem. Na szczęście Clas Brede Bråthen zdecydował, że mogę zostać w domu.
Oczywiście na ten tydzień wprowadziłam się do Andreasa. W końcu mogliśmy spędzić trochę więcej czasu razem, nie musząc się przejmować pozostałymi członkami kadry.

-Kto o tej porze może coś chcieć? - jęknął Andreas z niechęcią wstając z łóżka, kiedy ktoś uporczywie trzymał dzwonek do drzwi. Spojrzała na niego zaspana i poprawiła włosy opadające na twarz. Rudowłosy wciągnął na siebie szybko kadrowe spodnie dresowe i bluzkę. Pocałował ją w czoło i wyszedł z pokoju otworzyć drzwi wejściowe. Odetchnęła cicho i spojrzała na telefon, którego zegar wskazywał dopiero ósmą.
Ktoś nie ma nic do roboty? ~ westchnęła i ubrała szlafrok po czym spokojnie weszła do kuchni, skąd dobiegały ją głosy. Weszła do środka i stanęła jak wryta widząc w niej postać Elisabeth. Zacisnęła usta w wąską kreskę. Andreas spojrzał na nią i poklepał krzesło obok siebie, chcąc żeby blondynka też była przy tej rozmowie.
-Chcę porozmawiać z tobą na osobności. - powiedziała twardo Sundnes.
-Nie mamy przed sobą tajemnic z Anniką. Albo mówisz przy niej, albo żegnam. - odpowiedział poważnie obejmując swoją dziewczynę w pasie. Jego była skrzywiła się na ten gest ale odetchnęła głęboko.
-Jestem w ciąży. - powiedziała poważnie patrząc wyzywającym wzrokiem to na Andreasa, to na Annikę. Blondynka nieświadomie otworzyła zaskoczona usta wpatrując się w Elisabeth. Andreas wpatrywał się w nią zaskoczony mrugając oczami. Po chwili otrząsnął się z szoku i oparł dłonie na stole wpatrując się intensywnie w swoją byłą dziewczynę.
-A kto jest ojcem? - zapytał poważnie, czym zbił z tropu siedzącą naprzeciwko dziewczynę.
-No jak to kto? Na pewno ty. - odpowiedziała patrząc na niego. - Jak możesz w ogóle o coś takiego pytać? - zapytała urażona. Stjernen wybuchł śmiechem.
-Jak mogę? Już zapomniałaś o tym, że wiem, że mnie zdradzałaś na każdym kroku? - zapytał ze śmiechem. Pokręciła lekko głową, spuszczając wzrok na swoje dłonie.
-Andreas... Chyba musisz jej jakoś pomóc. Jest duże prawdopodobieństwo, że jednak będzie twoje dziecko. - powiedziała cicho Annika patrząc na niego. Spojrzał na nią zaskoczony.
-To niemożliwe. Od dłuższego czasu ze sobą nie spaliśmy. Powiedziała by mi to wcześniej. - powiedział spokojnie.
-To trzeci miesiąc! Nie chciałam ci mówić wcześniej! Teraz nie mam wyboru! Nie dam sobie sama rady! - pisnęła a w jej oczach pojawiły się łzy. Panna Hilde spojrzała na rudowłosego ze smutnym uśmiechem i westchnęła ciężko.
-Dobrze. Pomogę ci. Tylko zaraz po urodzeniu się dziecka robię testy na ojcostwo. - powiedział poważnie patrząc jej twardo w oczy. Niepewnie pokiwała głową przełykając ślinę. Po chwili Elisabeth zamknęła za sobą drzwi opuszczając mieszkanie Stjernena.
Rudowłosy oparł się o ścianę w hollu dłońmi przecierając twarz. Blondynka oparła się o futrynę obserwując go. Westchnęła cicho.
-Wiesz, że to dziecko pomimo wszystko powinno mieć ojca. - powiedziała cicho patrząc na niego smutno. Spojrzał na nią.
-Mam wychowywać nieswoje dziecko? Z nią?! Nie ma takiej możliwości! - powiedział poważnie patrząc na nią.
-A jak się okaże, że jednak to ty jesteś ojcem? - zapytała wpatrując się w niego.
-To wtedy jej pomogę. Jednak tworzyć z nią szczęśliwego małżeństwa nie zamierzam. Nie kocham jej, zrozum Annika. To z tobą chcę stworzyć prawdziwą rodzinę. Z nikim innym. - wyszeptał chowając ją w swoich ramionach i pocałował ją w czubek głowy. Westchnęła cichutko wtulając się w niego.


Kiedy tylko zameldowali się w hotelu przyjeżdżając na następne konkursy Pucharu Świata ruszyła na poszukiwanie pokoju zamieszkiwanego przez Geigera. Zapukała w drzwi i weszła do środka. Uśmiechnęła się blado do dwóch Niemców, którzy utkwili w niej swoje spojrzenia.
-Annika. Jak miło cię widzieć. - powiedział radośnie Richard i przytulił do siebie Norweżkę.
-Ciebie też piąteczek. - powiedziała spokojnie klepiąc go delikatnie po plecach. Karl spojrzał na nią uważnie i lekko pokręcił głową. Już wiedział, że coś się stało.
-Nie będę wam przeszkadzać. Pogadajcie sobie. - uśmiechnął się Richi po cichu opuszczając pokój. Karl usiadł na łóżku i poklepał miejsce koło siebie. Usiadła niepewnie i skierowała wzrok na swoje splecione dłonie.
-Mów. - powiedział tylko uważnie na nią patrząc.
-Elisabeth jest w ciąży. Prawdopodobnie z Andreasem. To trzeci miesiąc. Już wtedy go zdradzała, ale ja czuję, że to jednak on jest ojcem. Co ja mam zrobić? Wiem jak to jest wychowywać się w niepełnej rodzinie. Nie chcę żeby niewinne dziecko cierpiało z tego powodu. - wyszeptała. - To wszystko moja wina. Mogłam się nie pojawiać w ich poukładanych życiach. - dokończyła łamiącym się głosem i dłońmi starła płynące w dół łzy. Wpatrywał się zaskoczony w przyjaciółkę. W końcu przytulił ją do siebie i głaskał uspokajająco po plecach.
-To co masz zamiar zrobić? - zapytał cicho.
-Zniknąć. Jak najszybciej. - wypłakała.
-Zwariowałaś? A co jak się okaże, że Stjernen jednak nie jest ojcem tego dziecka?!
-Karl. Przecież on prędzej czy później zakocha się ponownie. Zapomni o mnie. Tak będzie najlepiej dla wszystkich. - powiedziała cicho wpatrując się w podłogę.
-Zdurniałaś do końca Hilde! - powiedział podniesionym głosem. - Złamiesz mu serce znikając po raz drugi. A pomyślałaś o Tomie?! On zwariuje jak drugi raz straci swoją ukochaną siostrzyczkę! A ja? A Marlene? - delikatnie potrząsnął nią trzymając ją za ramiona. Spojrzała na niego zapłakana.
-Poradzicie sobie. - wyszeptała szybko wychodząc z pokoju Niemca.

-Stjernen. Musisz zrobić te badania jak najszybciej. Jeszcze przed narodzinami tego dziecka. Znasz moją siostrzyczkę. Jest zdolna do wszystkiego, żeby tylko ten maluch nie wychowywał się w niepełnej rodzinie. Ona sama to przeżyła. - powiedział poważnie Tom wysłuchując zwierzeń Andreasa. Rudowłosy spojrzał na niego i westchnął ciężko.
-Co masz na myśli? - zapytał niepewnie.
-Nie domyślasz się? Jaki jest najlepszy sposób, żebyś wrócił do Elisabeth? Jej zniknięcie. Stjernen błagam cię. Ja nawet zapłacę za te cholerne badania, tylko żeby moja siostra nie uciekała. Nie zniosę tego po raz drugi. - powiedział poważnie patrząc na niego. Pokiwał głową.

-Ja też nie mogę jej stracić. Kocham ją Tom. Nawet nie wiesz jak bardzo. - przyznał cicho.


***

wróciłam!
niedługo lecę na wakacje, więc będę miała mnóstwo czasu na pisanie <3

Nowe rozdziały pojawiły się wszędzie:
Love will come unseen
I Hate Everything About You

będzie drama czy nie będzie dramy?!

czwartek, 2 czerwca 2016

trettende

-Cześć misiaczki, jak nastawienie? - zapytała wesoło wpadając do hotelowej restauracji i usiadła na krześle obok Toma. Spojrzał na nią zaskoczony uważnie obserwując jej szeroki uśmiech. Zerknęła na niego i delikatnie wzruszyła ramionami. Parsknął cicho zirytowany i po chwili powrócił do opróżniania swojego talerza.
-Alex wczoraj chodził non stop wkurzony o tą sytuacje z pokojem. Aż cały personel zaczął go unikać... Przez to wszystko każdy z nas bał się wyciągnąć jakikolwiek alkohol więc grzecznie poszliśmy lulu i jesteśmy wyspani jak nigdy. - wyszczerzył się w jej kierunku Tande. Zaśmiała się cicho i pokręciła lekko głową.
-Pijaki. - mruknęła i nalała sobie gorącej owsianki do talerza.
-Stjernen ci nie dał śniadania? - zapytał Kenneth.
-Nie miałem jajek, to stwierdziła, że nic nie chce... - westchnął. Gangnes spojrzał na blondynkę z podniesionymi brwiami i parsknął śmiechem. Po chwili i reszta kadry wycierała łzy z policzków.
-No co? - zapytali równocześnie z rudowłosym spoglądając zaskoczeni po wszystkich.
-Zesikacie się z tego śmiechu. - mruknęła oburzona krzyżując ręce na piersi i dopiero po chwili dotarł do niej sens słów Andreasa. Spojrzała na niego i sama parsknęła śmiechem. - Nie o te jajka chodziło, idioci. - westchnęła ciężko po chwili się opanowując i rozejrzała po sali szukając kurtek Niemców.

-Tak, Karl wiem... Nie powinnam się w to wszystko pakować. Tylko uwierz mi. To jest silniejsze ode mnie. Nie mogę już udawać, że Stjernen jest tylko moim przyjacielem. Najgorsze jest to, że wszyscy to widzą. A on nie może z dnia na dzień zerwać z Elisabeth i zaraz później zacząć się pokazywać ze mną. Ona jest zdolna zrobić z tego mega aferę. A tego chcę uniknąć tak samo, jak Andreas. - westchnęłam tuląc się do przyjaciela. Czułam jak kręci z niedowierzaniem głową. Usłyszałam jego głośne westchnięcie.
-Ten wasz układ jest chory. Zachowujecie się jak para, kiedy tylko znajdziecie się w hotelu albo kiedy nie ma żadnego dziennikarza w pobliżu. A poza tym udajecie tylko znajomych. I jak on niby zamierza zerwać z tą Elisabeth? To nie realne. - powiedział poważnie.
-Nie wiem. Mówił mi ostatnio, że już niedługo to wszystko się skończy. Czeka tylko na odpowiedni moment... Tylko, że ona się zorientowała, że nie są ze sobą tak blisko jak jeszcze niedawno i próbuje to wszystko naprawić. - powiedziałam spokojnie i zerknęłam w czekoladowe tęczówki chłopaka, który zamyślony wpatrywał się w ścianę. Zmarszczył po chwili brwi i spojrzał na mnie.
-Boisz się, że jednak uda im się wszystko naprawić. - bardziej stwierdził niż zapytał. Westchnęłam cicho i pokiwałam głową przygryzając wargę.
-Teraz żałuję, że wtedy uciekłam. Nie zwróciłam się do nikogo po pomoc. Nikt nie miał szans poznać moich problemów, które mnie prawie zabiły. To było najgłupsze co mogłam zrobić.- zaśmiałam się ironicznie i oparłam głowę o ramię Karla.
-Dobrze, że Marlene nas teraz nie widzi bo by mnie obdarła ze skóry. - zaśmiał się lekko. Widziałam te radosne iskierki w jego oczach, które pokazywały się zawsze gdy wspominał o swojej dziewczynie. Zaśmiałam się wesoło.
-No przecież ona wie jakie mamy relacje. Z resztą kochamy się we dwie jak siostry. - pokazałam mu swoje śnieżnobiałe uzębienie. Szatynka naprawdę była moją pokrewną duszą i często nie potrzebowałyśmy słów, żeby się zrozumieć.
O.CHOLERA.
Przecież dziewczyna miała przylecieć do Trondheim, żeby zrobić Geigerowi niespodziankę.
KOMPLETNIE.O.TYM.ZAPOMNIAŁAM!
-Karl. Ja spadam. Muszę coś jeszcze załatwić. Do zobaczenia, Muminku. - cmoknęłam go w policzek i z prędkością światła wypadłam z jego pokoju wybierając numer do przyjaciółki.

-Annika! - usłyszała wesoły pisk, kiedy wraz z Andreasem przemierzali holl hotelu kierując się do pokoju Toma i Kennetha. Gwałtownie się odwróciła a jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
-Marlene! - pisnęła równie wesoło i podbiegła do dziewczyny. Z wesołym śmiechem mocno ją przytuliła.
-Podróż tutaj to jakaś tragedia. Ja nie wiem, jak tu można mieszkać. - zaśmiała się, kiedy już odebrała klucz od swojego pokoju. Blondynka zerknęła na swojego ukochanego, który zrobił niedowierzającą minę i wzruszył ramionami przytulając ją. Szatynka spojrzała na nich i chwilę stała wpatrując się to w jednego, to w drugiego. Po chwili potrząsnęła głową, na co para wybuchnęła śmiechem. - Gratuluję. W końcu. - uśmiechnęła się szeroko i mocno ich wyściskała.
-Dobra, już koniec. Czas iść odwiedzić Geigera. - uśmiechnęła się wrednie Annika.
-Jak mu pisnęłaś choć słówko... - zaczęła groźnie szatynka wpatrując się w blondynkę. Ta tylko parsknęła śmiechem i pokręciła głową.
-Może my ją tu zostawimy samą. Nie chcę widzieć co będą robić jak się zobaczą. - powiedziała cicho wtulona w ramiona Andreasa. Ten spojrzał na nią z podniesioną brwią.
-Jak sobie życzysz. - zaśmiał się i pocałował ją w czubek głowy.

-No normalnie Tom. Elisabeth mnie zdradzała od pewnego czasu. Domyślałem się. Tylko zrozumiałem, że muszę coś z tym zrobić dopiero jak zamknąłeś mnie z Anniką w pokoju. To było dla mnie jak impuls do działania. Zatrudniłem prywatnego detektywa. Zrobił naprawdę dobrą robotę. - powiedział spokojnie rudowłosy patrząc spokojnie na przyjaciela. Hilde pokiwał głową ze zrozumieniem i uśmiechnął się szeroko.
-Spróbujesz ją skrzywdzić to obiecuję ci, że dzieci mieć nie będziesz. - zaśmiał się lekko patrząc na niego. Pomimo żartobliwego tonu głosu, Stjernen wiedział, że Tom mówi poważnie. Uśmiechnął się lekko.
-Nie mógłbym zrobić jej krzywdy. Dobrze o tym wiesz. - powiedział poważnie przeczesując dłonią włosy. Po chwili do środka wróciła blondynka z kubkiem gorącej czekolady w dłoniach.
-Tom. Zamknij to okno idioto. Zamarznę. - jęknęła czując chłodne powietrze na skórze. Usiadła na kanapie koło Andreasa i skuliła się.
-To się ubierz. - zaśmiał się lekko patrząc na nią. Zmrużyła oczy wpatrując się w brata.
-Mógłbyś być chociaż trochę mniej wredny ode mnie. To psuje nasz obraz idealnych dzieci. - westchnęła przewracając oczami. - O nie. Czekaj. Ja go nigdy nie miałam. - zaśmiała się lekko i ubrała na siebie bluzę podaną przez Andreasa, którą rano podwędziła z jego szafy. Schowała się w jego ramionach i czując przyjemne ciepło rozchodzące się po jej ciele westchnęła z przyjemności.

-Jak dzisiaj było zimno. - mruknęła blondynka wpadając do domu Andreasa. Trzęsła się z zimna pomimo kilku warstw nałożonych na swoje ciało.
-To aż nieprawdopodobne. Jesteś Norweżką a przy minimalnej temperaturze poniżej zera trzęsiesz się z zimna. Pomijając fakt, że urodziłaś się w zimie. - zaśmiał się lekko mocno ją przytulając. Wzruszyła lekko ramionami. - Ściągaj te wszystkie warstwy i leć pod gorący prysznic. - pocałował ją czule w czoło i spokojnie posprawdzał wszystkie pomieszczenia, czy Elisabeth pozbierała wszystkie swoje rzeczy. Odetchnął z ulgą nie widząc żadnych śladów po obecności blondynki. Spokojnie rozsiadł się na kanapie w salonie zabierając z garderoby ciepły, polarowy koc dla swojej dziewczyny. Po chwili blondynka przydreptała do niego w grubych legginsach i przydługim swetrze. Opatuliła się kocem wtulając się w jego ramiona. Rudowłosy uśmiechnął się do siebie tuląc ją mocno do siebie i co jakiś czas całował ją w czubek głowy kompletnie nie skupiając się na jakimś tanim romansie lecącym w telewizorze.

Jak dobrze w końcu mieć ją przy sobie. Nie ukrywać naszych uczuć przed nikim.
Chciałbym z nią spędzać każdy wieczór, który jeszcze przeżyję w swoim życiu. Przez moją pracę to niezbyt realne, jednak jestem w stanie poświęcić to wszystko dla niej. Dla mojej małej księżniczki.
Czuję, że to ta jedyna. Do końca życia. Poprawiła się w moich ramionach nadal wpatrzona w ekran. Uśmiechnąłem się do siebie i mocniej ją przytuliłem. Czułem ciepło jej ciała. Mój mały zmarzluszek. Oparłem głowę o czubek jej. Delikatnie dłonią przez koszulkę gładziłem jej talię. Nie chciałem jej przeszkadzać, jednak nie umiałem się przed tym powstrzymać. Nie protestowała.
-Andi. Trochę mnie rozpraszasz a ten film jest naprawdę ciekawy. - usłyszałem w końcu jej cichy głos. Westchnąłem cicho i splotłem ze sobą swoje dłonie, które ją obejmowały.
Było mi tak błogo, tak spokojnie.
Jak jeszcze nigdy.
Nawet kiedy byliśmy nastolatkami, nie odczuwałem przy niej takiego uczucia.

Chyba dorosłem do prawdziwej miłości.

***

a co to za sweet love story?
bleee...
przepraszam za to powyżej. pisane przy muzyce Nickelback xD


czyta to ktoś? :D

Zaległości u was postaram się nadrobić jak najszybciej i zostawić choć krótki komentarz. nawet jesli go nie znajdziecie to wiedzcie, że czytam! <3

poniedziałek, 30 maja 2016

Małe info

Tak, wiem.
Dzisiaj miał tutaj pojawić się nowy rozdział.
Jednak go nie będzie.
Powód?
Rozdziały na to opowiadanie ostatnimi czasy piszę na bieżąco... dzień/dwa wcześniej.

również od tygodnia siedzę dzień w dzień w pracy i przychodząc do domu już nie mam siły ani ochoty na pisanie czegokolwiek.
Postaram się jak najszybciej zamieścić tutaj coś nowego. Najbardziej prawdopodobna data do 2/3 czerwca (dłuuugo wyczekiwane dwa dni wolnego <3).

Mam nadzieję, że zostaniecie :*

I zapraszam na Wattpada.
Jak już ogłosiłam na Twitterze, chyba mnie pogięło i również tam ukazał się prolog nowego opowiadania z Alexem Hayboeckiem w roli głównej:
I HATE EVERYTHING ABOUT YOU

Buziole :*

poniedziałek, 23 maja 2016

tolvte

Puchar Świata w Trondheim? Jeszcze nigdzie nie chciałam tak bardzo nie jechać jak właśnie tam. Aktualne miasto zamieszkania Stjernena napawało mnie wewnętrzną odrazą, niechęcią i nienawiścią. I to nie przez Andreasa. Przez Elisabeth. Wyglądnęłam przez okienko w samolocie. Nawet końca skrzydła nie widziałam przez ilość chmur na norweskim niebie. Jeszcze kilkanaście minut i wylądujemy na Værnes. Pod lotnisko ma po nas przyjechać Andreas. Zapewne weźmie ze sobą tą swoją blondyneczkę, która od pewnego czasu coraz bardziej działa mi na nerwy.
Ubzdurała sobie w tej główce, że to przez jej zachowanie oddalili się ze Stjernenem od siebie. Dzwoni do niego kilka razy na dzień, przesyła mnóstwo wiadomości... mam ochotę wyrzucić Iphone'a chłopaka przez hotelowe okno.
No cóż... powód ich oddalenia jest zgoła zupełnie inny..
Tom za moimi plecami opowiedział swojemu psiapsiółowi o naszej rozmowie. Już następnego dnia Hilde postanowił nas zamknąć w jednym pokoju i nie wypuszczać dopóki sobie wszystkiego nie wyjaśnimy...
-Annika. Proszę, porozmawiajmy... - westchnął Andreas widząc, że skutki mojego dobijania się do drzwi są marne. Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę.
-Czy ty chcesz mi powiedzieć, że wiedziałeś o pomyśle mojego jakże kochanego brata?! - zapytałam wściekła i ponownie zatłukłam pięścią w drzwi. - Hilde ty idioto! Otwieraj te pieprzone drzwi bo ci obiecuję, że nigdy ojcem nie zostaniesz! - wydarłam się. W końcu podszedł do mnie i chwycił za dłonie odciągając od zamkniętych na cztery spusty drzwi.
-Nie. Nie wiedziałem. Jednak skoro już jesteśmy tutaj uwięzieni to porozmawiajmy. Jak za starych dobrych czasów. - powiedział cicho patrząc w moje oczy. Utonęłam w ich kolorze. Coraz częściej mi się to zdarzało. Westchnęłam ciężko, zrezygnowana spuszczając głowę w dół.
-No dobrze... - mruknęłam i usiadłam na łóżku swojego brata a chwilę później miejsce naprzeciwko mnie zajął rudowłosy.
-Posłuchaj... -zrobił chwilę przerwy wpatrując się w swoje dłonie. - Cholera, nie wiem jak zacząć. - podrapał się nerwowo po głowie. Wpatrywałam się w niego w ciszy.
-Może po...
-Kocham cię. - powiedział przerywając mi. Otworzyłam szeroko usta ze zdziwienia wpatrując się w niego. Po chwili zaśmiał się nerwowo i gwałtownie podniósł się ze swojego miejsca podchodząc do okna. Minęło tyle czasu a jego reakcje nadal były takie same... Uśmiechnęłam się delikatnie do siebie i podeszłam po cichu do niego. Wiedziałam, że cisza z mojej strony spowodowała u niego zupełnie inne myśli niż powinna.
-Stjerni... - zaczęłam cicho a on odwrócił się w moją stronę i położył palec na moich ustach delikatnie kręcąc głową. Zmarszczyłam brwi.
-Nie mów nic. Przepraszam za to. Po prostu... Cholera. Wtedy jak uciekłaś moje życie legło w gruzach. Nie mogłem się pozbierać. Nic mi w zyciu nie wychodziło. Zawsze kogoś w nim brakowało. Brakowało ciebie. Po jakimś czasie poznałem Elisabeth. Nigdy nie była to wielka miłość. Z czasem coś do niej poczułem. Zostaliśmy parą. Ale nigdy nie zastąpiła ciebie. Budząc się z koszmaru myślałem tylko o tobie, śniłem tylko o tobie. Czasem nawet kochając się z nią, wyobrażałem sobie że to ty... Nigdy nie przestałem kochać ciebie... - urwał wpatrując się we mnie ze łzami w oczach. Widziałam jego zdziwienie, kiedy na mojej twarzy wymalował się szeroki uśmiech. Wtuliłam się mocno w jego ciało. Zamknął mnie szczelnie w swoich ramionach. Po chwili podniosłam wzrok do góry i tak po prostu wpiłam się w jego usta...

-Siostra, już nie myśl tyle. Wysiadamy. - usłyszała radosny głos brata, który szturchnął ją w żebra. Syknęła cicho w jego kierunku i skierowała się do wyjścia. Razem zresztą zawodników z Oslo czekali na swoje transporty. Jako jedyni mieli jechać ze Stjernenem. Westchnęła cicho i siadając na swojej walizce zaczęła się rozglądać wokół siebie. Niejednokrotnie była w tym miejscu. Jednak zawsze Andreas już na nią czekał.
-Przepraszam was. Małe problemy po drodze. - przewrócił oczami podchodząc do nich zdenerwowany. Za nim dumnie kroczyła Elisabeth. Blondynka przekręciła głowę w bok podziwiając dziewczynę, że nie zabiła się w swoich kozaczkach na szpilkach krocząc po oblodzonym chodniku. Na powitanie rudowłosy mocno ją przytulił, na co wyższa z blondynek prychnęła cicho. Zerknęli na siebie jednoznacznymi spojrzeniami i parsknęli śmiechem. Po chwili skierowali się w stronę pojazdu Andreasa rozmawiając wesoło w trójkę. Elisabeth kroczyła obok obrażona na cały świat.

-Ale jak to nie ma dla mnie pokoju? - zapytała zaskoczona blondynka pokazując w recepcji swój paszport.
-Nie został zarezerwowany. Nie mamy już wolnych pomieszczeń. - wyjaśniła spokojnie recepcjonistka patrząc na nią. Alex spojrzał na nią zaskoczony.
-Jak to nie został zarezerwowany? - zapytał poważnie i pokazał jej kartkę z potwierdzeniem rezerwacji, którą dzień wcześniej odebrał ze związku.
-Wczoraj dostaliśmy telefon, że państwo rezygnujecie z tego pokoju jednoosobowego. - powiedziała niepewnie kobieta. Blondynka pokręciła lekko głową i odetchnęła głęboko próbując opanować złość.
-Ktoś sobie żarty zrobił a wy wzięliście to na poważnie?! - zapytał Stöckl, który już nie krył swojej złości.
-Ann co jest? - zapytał troskliwie Tom podchodząc do zdenerwowanej blondynki.
-Ktoś odwołał rezerwacje mojego pokoju. Będę musiała wrócić do Oslo. - westchnęła ze łzami w oczach wtulając się w brata.
-Stjernen ma przecież dom niedaleko. Przenocuje cie. - uśmiechnął się pocieszająco.
-Mam spać pod jednym dachem z Elisabeth? Dobrze wiesz jaka jest sytuacja... - westchnęła, nerwowo przeczesując dłońmi włosy. Spojrzała na zamyślonego brata, który po chwili szeroko się uśmiechnął.
-Ona i tak całymi dniami siedzi poza domem. A to koleżaneczki, a to fryzjer, a to kosmetyczka... I tak się nie będziecie widywać. Cały dzień możesz przecież siedzieć z nami. - powiedział wesoło mierzwiąc jej włosy. Spojrzała na niego myśląc intensywnie.
-W sumie to nie pozwolę jej zepsuć mojego wyjazdu! - powiedziała poważnie i wybrała numer do Stjernena, który po chwili podjechał pod hotel.

-A co ona tu robi?! - krzyknęła blondynka widząc Andreasa w towarzystwie Anniki wchodzących do domu.
-Małe komplikacje w hotelu. Będzie spać tutaj. - powiedział poważnie rudowłosy kładąc torbę panny Hilde na podłodze.
-Chyba sobie żartujesz. - prychnęła Elisabeth patrząc na niego. - Mieliśmy wieczory spędzać tylko we dwoje. Tak ustaliliśmy!
-Ty ustaliłaś! - odpowiedział zimno patrząc na nią. - Poza tym przypomnę ci, że to mój dom. I ja będę decydował kto tutaj śpi a kto nie.
W moim kierunku nigdy nie był taki oschły i zimny. Nawet jak się pokłóciliśmy... przeleciało przez głowę Anniki. Wzruszyła delikatnie ramionami ściągając kurtkę i ciepłe trapery. Powędrowała za Andreasem do swojego tymczasowego pokoju.
-Zaraz przyniosę ci czystą pościel. - uśmiechnął się do niej ciepło i złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Odwzajemniła jego gest i spokojnie pokiwała głową. Rozejrzała się po dość przestronnym pokoju. Podeszła do drzwi balkonowych i z uśmiechem podziwiała piękne widoki na pobliską zatokę.
Naprawdę chciałabym tu mieszkaćprzeleciało jej przez myśli, kiedy do środka po cichu wszedł Andreas z pościelą w rękach. Spojrzała na niego.
-Już dawno nie widziałem takich radosnych iskierek w twoich oczach. - powiedział z wesołym uśmiechem i delikatnie pogłaskał jej policzek.
-Do pełni radości brakuje mi tylko jednego...
-Co wy tu robicie?! - przerwał jej krzyk Elisabeth. Przewróciła oczami i spojrzała na blondynkę.
-Potrzebne ci okulary? Znowu zostawiłaś w dziwnym miejscu i nie możesz ich znaleźć? - zapytała ironicznie krzyżując ręce na klatce piersiowej. - To ci zobrazuję. Andreas właśnie przyniósł pościel i mi ją podawał. Takie straszne? - prychnęła zabierając poszewki od rudowłosego i zabrała się za ubieranie pościeli.

-Nawet mnie już nie pocałujesz na dzień dobry? - zapytała z pretensją blondynka, kiedy zaspany Andreas wszedł do kuchni od razu kierując się do lodówki. Spojrzał na nią i zaśmiał się. Wyszedł do salonu a po chwili rzucił na stół przed Elisabeth kilka zdjęć.
-Mało masz facetów do całowania na dzień dobry, kiedy mnie nie ma? - zapytał zimno patrząc na nią. Wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczami. Uśmiechnął się ironicznie. - Tak myślałem. Jadę z Anniką na zawody. Jak wrócimy wieczorem to nie ma być po tobie śladu!
-Cześć! Jak tam minęła noc? - zapytała wesoło Hilde wpadając do kuchni w krótkich szortach i koszulce na ramiączkach, które służyły jej za piżamę. Rudowłosy spojrzał na nią z błyskiem w oczach. Annika spojrzała po nich i stanęła na środku pokoju. - Chyba wlazłam nie w porę? - zapytała niepewnie po czym wzruszyła ramionami podchodząc do jednej z szafek i wyciągnęła szklankę.
-Skąd wiesz, gdzie są szklanki? - zapytała lekko łamiącym się głosem Elisabeth.
-Nie znamy się ze Stjernim od dziś. - wzruszyła ramionami nawet na nią nie patrząc. Blondynka pokiwała głową i już po chwili zniknęła z kuchni.
-Już masz mnie tylko dla siebie, kochanie. - wyszeptał przytulając ją do siebie i pocałował ją w czoło.

-Już nic więcej nie potrzebuję. - uśmiechnęła się do niego ze łzami szczęścia w oczach i utonęła w jego objęciach.


***

Mamy to!
Ucieszone, czy nie bardzo?
Wiem, że część z was chciała Daniela... Wybaczcie. Może uda mi się kiedyś napisać i o nim FF (jeżeli ktoś to w ogóle będzie czytał).

Tam na górze, po prawej stronie jest mała ankieta.
Proszę zagłosujcie.
Chcę wiedzieć, czy jest w ogóle jakikolwiek sens pisać to wszystko nadal...

Buziole :*

poniedziałek, 16 maja 2016

ellevte

Obudziły ją promienie wpadającego do pokoju słoneczka. Zmarszczyła brwi mrucząc coś niewyraźnie pod nosem. Odwróciła się na drugi bok i powoli otworzyła oczy.
-Jestem w domu? Boże... Jak ja tu trafiłam? - wychrypiała sama do siebie z wielkim trudem i widząc stojącą koło łóżka wodę zaczęła ją zachłannie wypijać. Jęcząc z niezadowoleniem przejechała dłońmi po twarzy i w końcu uniosła się delikatnie na łokciach. Tępy, pulsujący ból rozrywał jej czaszkę od środka. Po chwili zauważyła zieloną karteczkę leżącą na jej szafeczce nocnej. Zmarszczyła brwi intensywnie o tym myśląc i w końcu wzięła kawałek papieru do ręki.
Pożywne śniadanie czeka w lodówce. Mam nadzieje, że pudding z nasionami chia będzie ci słoneczko smakował :*
Ja idę na trening. Jak wrócę to zamówimy pizzę na obiad.
Tom.
PS. Sprite jest w lodówce!
Uśmiechnęła się do siebie lekko i w końcu zebrała się z łóżka i doczłapała się do kuchni, gdzie kochany braciszek zostawił jej śniadanko. Właściwie to już drugie śniadanko.

-Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?! - zapytał ostro ledwo co przekraczając próg mieszkania.
-Też miło cię widzieć bracie. - powiedziała ironicznie patrząc na niego.
-Ann! - mruknął ostro mrożąc ją wzrokiem. Podniosła jedną brew do góry nie bardzo wiedząc o co mu się właściwie rozchodzi. - Johann dodał bardzo fajnego snapa z waszej wczorajszej imprezy...
-Co? - zapytała wpatrując się w niego tępo. Szybko chwyciła swój telefon i uruchomiła wspomnianą aplikację. Widząc filmik jęknęła z rezygnacją.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? Annika, siostro, przecież bym zrozumiał, że się kochacie z Danielem. Czy ja jestem aż taki zły?
-Tom... To wszystko nie tak. - powiedziała zrezygnowana i spojrzała na przybitego Norwega. - Jesteś najcudowniejszym bratem na świecie i jednocześnie najważniejszą dla mnie osobą. A Daniel... - przerwała na chwilę zastanawiając się intensywnie nad tym, co powiedzieć. - Bo widzisz...Zanim uciekłam to po kryjomu spotykałam się z Andreasem. Nie chciałam rozwalać waszej przyjaźni dlatego oboje stwierdziliśmy, że się o tym nie dowiesz. Kiedy mnie znalazł i na drugi dzień odzyskałam trzeźwość myślenia to wydawało mi się, że jestem w raju. Dopóki nie powiedział, że ma dziewczynę. Wiesz jak cholernie trudno mi wytrzymać kiedy widzę tą jędzę koło niego? Tom... Ja go chyba nadal kocham. Tylko... Kurczę, dobrze wiesz, że to nie ma sensu. Ja nie chcę mu rozpieprzać tego co stworzył beze mnie, chociaż wiem, że mam go na kiwnięcie palcem. Lepiej będzie jak oboje ułożymy sobie życie osobno. A Daniel... chyba jest osobą, która mi pomoże zacząć żyć na nowo. Bez Andreasa, bez przeszłości... Przy nim zapominam o tym wszystkim co było. Czuję się tak inaczej... Sama nie wiem jak to nazwać... - przez dłuższy moment w kuchni rodzeństwa Hilde panowała cisza. Blondynka wpatrywała się w brata ze łzami gromadzącymi się pod powiekami. On stał oparty o ścianę, zamyślony wpatrując się w okno.
-Jak to się stało, że się nie zorientowałem? - zapytał po chwili i spojrzał na nią. Wzruszyła delikatnie ramionami. Była całkowicie zdezorientowana i zaskoczona, że Tom się nie wściekł za to wszystko.
-Nie wiem Tom... - wyszeptała cicho nerwowo poprawiając włosy.
-Nie wykorzystuj Daniela. To porządny chłopak. - powiedział poważnie patrząc intensywnie na siostrę, która pokiwała delikatnie głową.
-Masz rację. I tak zostanę starą panną i kupię sobie kota. - wzruszyła ramionami podając bratu ulotkę do pizzeri.

-Johann. Jaja ci urwę! - warknęła do chłopaka kiedy spotkali się na lotnisku przed odlotem na kolejne konkursy Pucharu Świata. Chłopak spojrzał na nią zdezorientowany i kiedy dotarło do niego o co chodzi szybko schował się za plecami Celiny.
-To nie miało iść na MyStory! - rzucił na swoją obronę.
-To wystarczyło tylko usunąć człowieku! - wysyczała czując narastającą złość. Dziewczyna Forfanga zerkała naokoło szukając pomocy wśród reszty kadry.
-GRATULUJĘ! - dotarł do nich krzyk Fannemela i blondynka poczuła jego silne ramiona przytulające jej ciało. Spojrzała na niego pytająco. - No związku z Tande. - wyjaśnił przewracając oczami. Już miała otwierać usta, kiedy stanął koło nich blondyn.
-Anders. Puść ją. - powiedział poważnie patrząc na niższego od siebie Norwega. - Nie jesteśmy razem. Byliśmy pijani. Sam zresztą często tak masz. - uśmiechnął się szeroko do Andersa i poklepał go po ramieniu. Skrzacik spojrzał na nich zdezorientowany. Posłała mu słodki uśmiech.
-Ale Johanna i tak wykastruję przy pierwszej możliwej okazji. - wysyczała do Daniela patrząc zmrużonymi oczami na winowajcę całego poruszenia.

-Poproszę białą, gorącą czekoladę. - uśmiechnęła się lekko do pracownicy hotelowego baru i potarła o siebie zmarznięte dłonie. Jak zwykle zapomniała o rękawiczkach wybierając się na krótki spacer po okolicy hotelu w czasie kiedy chłopcy mieli trening na hali. Po chwili odebrała swoje zamówienie, zapłaciła i z filiżanką gorącego napoju udała się do wolnego stolika ściągając z siebie kolejne warstwy odzieży.
-Zmarzłaś? - zapytał zatroskany głos Andreasa, który pojawił się znikąd. Spojrzała na niego i pokiwała spokojnie głową.
-Zapomniałam rękawiczek a już mi się nie chciało wracać do pokoju.
-Cała ty. - zaśmiał się lekko siadając naprzeciwko niej.
-Czarna owca rodziny. - powiedziała z ironicznym uśmiechem i odetchnęła głęboko.
-Co ty opowiadasz? - westchnął zrezygnowany patrząc na nią przenikliwie.
-Dobrze znasz tą historię więc nie rozumiem dlaczego pytasz. - powiedziała poważnie i spojrzała na niego. Odetchnął głęboko i odwrócił wzrok. Po chwili i ona spuściła wzrok na filiżankę.
-Tutaj jesteś. Szukałem cię. - powiedział przejęty Tom wbiegając do kawiarenki. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
-Zmarzłam trochę na spacerze i przyszłam napić się czegoś gorącego. - wytłumaczyła spokojnie. Chłopak westchnął cicho i zmierzwił jej włosy zajmując miejsce obok niej.
-Andreas słyszałem, że Elisabeth wybiera już zaproszenia na wasz ślub. - zaśmiał się Hilde. Stjernen spojrzał na niego zaskoczony
-Jaki ślub? W najbliższym czasie nie mam zamiaru się jej oświadczać. - odpowiedział zaskoczony. Tom podniósł brwi w geście zdziwienia.
-O stary. Takiej partnerki to ja ci nie zazdroszczę. - powiedział ze śmiechem klepiąc go przyjacielsko po ramieniu a blondynka uśmiechnęła się współczująco. Młodszy z Norwegów przeczesał dłońmi włosy.
-Ja się wykończę z tą kobietą. - jęknął zrezygnowany.
-Każdy cię ostrzegał ale jak nie chciałeś słuchać to już nie nasza wina. - powiedział poważnie Tom patrząc na kumpla z kadry. Blondynka spokojnie zerkała co jakiś czas na swoją dawną miłość. Westchnęła cicho obejmując swoimi drobnymi dłońmi filiżankę z gorącym napojem. Przysłuchiwała się wesołym przekomarzaniom skoczków popijając spokojnie czekoladę.

Kiedyś często spędzaliśmy tak czas w trójkę. Tom z Andreasem się przekomarzali na każdym kroku dogryzając sobie a ja siedziałam w ciszy słuchając ich. Czemu te czasy nie mogłyby wrócić? Ach no tak. Siedzę zapatrzona w siebie nadal rozdrapując stare rany. Stare? Przecież one są wciąż aktualne. Jak cholera.
Czasem czuję się wyobcowana w tej kadrze, nie tak jak kiedyś. Chyba muszę się kiedyś wybrać do tego wiecznie uśmiechniętego Laniška, żeby się podzielił towarem jak ma taki dobry.
HEY!
STOP!
Nigdy więcej nie wezmę tego świństwa. Nie popatrzę nawet na nie. Nie, nie, nie. Choćby się waliło i paliło. Nie chcę drugi raz przeżywać bólu rozrywającego całe ciało i robiącego z mózgu sieczkę. Zdecydowanie nie będę w stanie przejść to jeszcze raz. Od razu bym ze sobą skończyła.
Chciałabym kiedyś mieć normalną rodzinę, uroczy domek z ogródkiem... Móc posadzić jakieś kwiatki, których osobiście nie znoszę. Gotować obiad dla ukochanego, choć talentem kulinarnym nie jestem i raczej już nigdy nie będę.
Cóż... Mój partner będzie musiał się zadowolić pizzą, chińszczyzną, jakimś daniem na wynos, jajecznicą, jajkiem sadzonym... ewentualnie pizzą...



wybaczcie. Musiałam tu wtrącić Laniška.
jednak Annika nie pasuje mi do Tande.

czekam na wasze komentarze <3